
Powódź: Służba, ale czy skuteczna?
Harcerska służba społeczeństwu/ojczyźnie
Harcerstwo — głównym celem od początków jego istnienia było kształtowanie u młodych ludzi charakteru, zaradności i gotowości do służby ojczyźnie. Dziś zmieniło się jednak rozumienie tej służby — dawniej miała ona wymiar czysto militarny. Harcerz miał zostać żołnierzem, gotowym walczyć za ojczyznę. Harcerstwo dawało świetne przygotowanie — zarówno umiejętności jak i mentalne — dziś jednak rozumienie służby przyjęło bardziej cywilny wymiar. Harcerze pomagają różnym fundacjom, w ramach wolontariatu wspierają różne festyny w roli animatorów, prowadzą zbiórki na rzecz schronisk, współpracują z domami spokojnej starości… Uważam to za marnowanie potencjału organizacji.
Zbiórkę karmy dla schroniska może przeprowadzić dowolna, jedna osoba. Rola harcerzy jest redukowana do przyniesienia, zapakowania, przewiezienia i wypakowania karmy. Gdzie tu wszechstronny rozwój? Widzę jedynie kształtowanie postawy pomagania potrzebującym… Wolontariuszem w domu spokojnej starości może zostać każdy, bez potrzeby angażowania organizacji. A to wymaga pewnych kompetencji miękkich, które nie każdy musi posiadać.
Jeśli w takiej drużynie znajdują się osoby introwertyczne, wysoko wrażliwe itp. to służba w formie interakcji z innymi ludźmi szybko je przebodźcowuje, mocne strony takich osób, tj. dobra organizacja, introspekcja i zwracanie uwagi na drobne szczegóły, są niewykorzystywane, nierozwijane. To marnowanie unikalnych cech i potencjału poszczególnych harcerzy, których rola jest redukowana do przeciętnego, niczym niewyróżniającego się wolontariusza.
Jako formacja zorganizowana mamy znacznie większe możliwości, a tracimy zasoby na robienie rzeczy, które załatwić może każdy — zbiórki karmy prowadzą też szkoły, a każdy harcerz do jakiejś uczęszcza — po co więc dublować działania? Chyba tylko dla pochwalenia się w social mediach…
To podejście organizacji, marnowanie potencjału skłania mnie do odejścia z obecnego środowiska (szczep i ZHP) i wędrowania własną drogą, otaczania się ludźmi, którzy myślą podobnie — i przede wszystkim — chcą rzeczywiście służyć ojczyźnie i społeczeństwu.
Jak postrzegam tę „rzeczywistą” służbę?
Gdy we wrześniu 2024 r. powódź zalała Kotlinę Kłodzką, wielu harcerzy zaangażowało się w pomoc. Niektórzy (tak jak ja) pomagali ładować worki z piaskiem, kierować działaniami w ZDiUM itd., a niektórzy jeździli również w Kotlinę Kłodzką pomagając tym, którzy ucierpieli.
Zauważyłem dwie istotne rzeczy, które zaraz opiszę bardziej szczegółowo. Pierwsza — harcerstwo w wielu kwestiach funkcjonuje podobnie (lub nawet lepiej) niż WOT. Powinniśmy częściej prowadzić manewry we współpracy z różnymi służbami. Cywilni wolontariusze są bardzo niedyscyplinowani, przez co nie zawsze można na nich polegać. Drugi problem to brak dyskusji, wniosków i planów po skończeniu działań. Było tylko chwalenie się i ogłaszanie z dumą, jak wiele pomogliśmy. Moje próby dyskusji w obrębie drużyny spełzły na niczym, w pewnym sensie zostałem uciszony.
Omówmy pierwszą z wymienionych.
Jednego dnia, wraz z pełnoletnimi ochotnikami z harcerstwa pomagaliśmy umacniać wał powodziowy na wrocławskich Marszowicach. W akcji brali udział strażacy (mało), WOT, harcerze oraz cywile. Proste zadanie — stojąc obok siebie wzdłuż wału mieliśmy przekazywać worki z piaskiem aż do końca wału i układać na określoną wysokość. Problem w tym, że wielu ludzi układało worki od razu, zamiast przekazać dalej.
Przez 2h stania przekazałem dalej może 3 worki (stałem w części wału oddalonej od drogi o ok. 700m). Wielu ludzi opuszczało szereg, przez co kilka (jeśli nie kilkanaście) razy musieliśmy się przesuwać, by łatać dziury. W pewnym momencie poszło fake-info (któryś z cywili zobaczył na FB post, że zalewa Stabłowice — domy tam są wyżej, przez co nie potrzeba wału powodziowego, natomiast zalany zostaje park widoczny z tamtejszych domów). Fake news spowodował, że wielu cywili porzuciło szereg, by ratować/przeparkować samochody. Cała akcja została sparaliżowana, a pozostali uczestnicy (po dłuższej chwili) odesłani do domów.
Moje wnioski:
- Na niezorganizowanych wolontariuszach nie można polegać, należy więc ich kierować do działań, których nie sparaliżują — np. ładowanie worków piaskiem, gdzie jeden trzyma worek, a drugi łopatą ładuje piach, a takich par może być wiele, działając niezależnie. W szeregu umacniającym wał potrzeba dyscypliny, zawodność jednej jednostki paraliżuje cały system.
- Żołnierze WOT-u robili to samo, co wolontariusze. Zabrakło oficerów, osób z inicjatywą, które oddolnie pokierują poszczególnymi odcinkami szeregu. WOT nie wykorzystał swojego autorytetu, pozostał bierny wobec chaosu.
- Harcerze nadają się zarówno do skoordynowanej pracy, jak i do kierowania cywili. Wykorzystujmy to, nie marnujmy potencjału.
Siła organizacji leży
w unikalności poszczególnych
harcerzy.
Drugi z wymienionych problemów
Brak dyskusji, wyciągania wniosków i przygotowania. Podczas akcji związanych z powodzią dostrzegłem kilka problemów, z których obawiam się, że nie wyciągnięto wniosków. Próby dyskusji w drużynie wędrowniczej spełzły na niczym, zostałem uciszony komunikatem w stylu „nie nam to oceniać”. Części tych problemów nie doświadczyłem osobiście, a z relacji innych osób — są jednak warte wspomnienia.
- Wrocławskie ZHP koordynowało pomoc dla Kotliny Kłodzkiej, w tym grupy harcerzy, które przyjeżdżały z różnych części Polski. Do pomocy były dopuszczone tylko pełnoletnie osoby, więc pojawił się problem, gdy pomagać przyjechała drużyna, której uczestnicy mieli 16+ lat. Trzeba było im zapewnić nocleg i wyżywienie, ale nie dopuszczono ich do pomocy. Marnowanie potencjału i zasobów.
Jeśli nawet nie pomoc przy odgruzowywaniu, to chociaż skierować ich do segregacji darów dla powodzian. Poza tym, sama pomoc była sprawna i do akcji nie mam o co się przyczepić.
Dużym problemem jest jednak brak dyskusji po. Czego brakowało podczas akcji, co można by zrobić lepiej? Ile było pontonów, śmigłowców i innych jednostek zdolnych ewakuować ludzi? Może jakaś wodna drużyna harcerska ma/może mieć na wyposażeniu pontony, którymi da się przetransportować ludzi/niezbędne zapasy do terenów odciętych? Kto ma jakie uprawnienia, które sprawią, że będzie bardziej przydatny niż przeciętny wolontariusz? Uprawnienia KPP, ratownika wodnego, dostęp do samochodu terenowego? Współpraca i regularne ćwiczenie wraz ze strażą pożarną, GOPR-em itp.? Które drużyny podjęły jakiekolwiek działania lub chociaż produktywne dyskusje, jak przygotować się na kolejną, tego typu sytuację?
Na Ukrainie ruscy wysadzali zapory, a w razie wojny u nas służby nie będą w stanie skutecznie działać, priorytetem będzie front.
Warto też dyskutować z firmami, ludźmi, którzy są zainteresowani swoim miejscem zamieszkania. Jakie firmy mają koparki, pontony, magazyny na terenach niezalewowych itp.? Restauracje mogą gromadzić i bezproblemowo rotować część produktów, które w razie potrzeby będą wydawane poszkodowanym. Gmina mogłaby pokryć koszty (a zasobów tych nie trzeba by dostarczać z zewnątrz, co jest trudniejsze). Zainteresowani cywile mogliby brać udział w organizowanych przez harcerzy szkoleniach, a w razie kryzysu byliby bardziej zgrani.
Harcerze (instruktorzy) mogliby skutecznie kierować takimi grupami, które stanowiłyby wsparcie dla służb i ludności lokalnej. Ważne tylko, by postawić na lokalne społeczności, a nie scentralizowaną organizację, bo biurokracja zabiera sprawność (i niestety już teraz widać to w działaniach państwa i służb).
Podsumowanie
Chciałbym, by lokalne środowiska harcerskie rozważały i dyskutowały różne rzeczywiste pola służby, tak by w razie kryzysu działały natychmiast i sprawnie. Cieszy mnie, że obecnie jesteśmy chętni do działania, natomiast same chęci w codzienności i działanie w kryzysie nie wystarczą.
Jako formacja zorganizowana powinniśmy działać dużo sprawniej i przygotowywać się na różne ewentualności, zarówno ogólne (blackout), jak i lokalne (tereny zalewowe, tereny górskie, przemysłowe itp.).
Wybierając pole służby powinniśmy przeanalizować, w jaki sposób jako drużyna możemy jak najbardziej wykorzystać swój potencjał. Zbieranie karmy czy obsługa festynów to nie służba, tylko wolontariat. Szczególnie że karmę zbierają też szkoły, a festyny mają swój budżet, w związku z czym mogą opłacić animatorów — w obu przypadkach obecność harcerstwa jako organizacji jest zbędna.
Natomiast zaangażowanie lokalnej społeczności w świadomość zagrożeń i przygotowanie się (powódź na terenach zalewowych, ostra zima na terenach górskich, która odetnie drogi — w tym dostawy żywności do sklepów i paliwa) jest już czymś, gdzie harcerstwo mogłoby wiele zdziałać, w przeciwieństwie do szkół i pojedynczych ludzi.
Taka służba wymaga zaangażowania na wielu obszarach, angażując różne kompetencje miękkie i dając możliwość wykazania się/rozwoju unikatowych cech poszczególnych harcerzy. Akcja promocyjna w social mediach, wywiady dla lokalnego radia/gazety, zorganizowanie spotkań dla zainteresowanych cywili, zaangażowanie firm do współpracy itp. Kogoś męczą interakcje z ludźmi? Może skupić się na social mediach… Ponieważ jest to dość szerokie pole służby (a nie jedna, cykliczna akcja), to każdy może znaleźć coś dla siebie, dołożyć swoją cegiełkę.
Harcerstwo powinno
zająć konkretną
postawę wobec
zmieniającej się sytuacji
geopolitycznej
i konkretną rolę
w systemie odporności
państwa polskiego.
Powyższy przykład nie jest jedyną formą służby, opisałem go, bo jest mi bardzo bliski. Kilka innych przykładów, na które wpadłem redagując ten tekst:
- Wspieranie zdrowia psychicznego młodzieży. Jednak nie ograniczająca się do zrobienia jednej kampanii, kilku plakatów i spotkań. Zaangażowanie chętnych do współpracy psychologów, dietetyków i innych spoza organizacji, kampanie w mediach społecznościowych, spotkania i warsztaty (uczenie technik radzenia sobie z emocjami, warsztaty asertywności itp.) — możliwości jest sporo. Ważne, żeby całość tworzyła spójne działania, które nie są jednorazową akcją, a stałą/długoterminową działalnością.
- Zachęcanie do aktywnego wypoczynku w terenie, zamiast przed ekranem. Organizowanie otwartych warsztatów, wypraw, spacerów itp., uświadamianie roli aktywnego wypoczynku dla zdrowia, inspirowanie do aktywności outdoorowych (kto z Was wie, jaką frajdę daje zrobienie procy pasterskiej i próby trafienia piłką tenisową do celu?).
- Na pewno coś wymyślisz (a jeśli żadne z powyższych Ci nie pasuje, a nie masz pomysłu na nic innego, chętnie pogadam i może wspólnie coś wymyślimy?).

Komentarze
3 opublikowanych komentarzy. Nowe komentarze pojawią się po moderacji.
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.