Wróć do artykułów
Instruktor Niezależny cz. II i III - Dajmy czas dojrzeć instruktorom

Instruktor Niezależny cz. II i III - Dajmy czas dojrzeć instruktorom

Instruktor Niezależny – Dajmy czas dojrzeć instruktorom

Jeśli kiedyś byłeś instruktorem harcerskim lub chciałeś nim zostać na pewno zmierzyłeś się z pytaniem: dlaczego nie otrzymują oni wynagrodzenia za swoją pracę? I odpowiedzi brzmią: 

  1. Ponieważ muszą być oni niezależni w swoim działaniu od rodziców. Jeśli rodzice byliby ich klientami, to mogliby wymagać od nich dostosowywania pod siebie programu harcerskiego. 
  2. Ponieważ powinni oni dawać przykład własny, czyli czym jest służba na rzecz drugiego człowieka, a taką jest niezaprzeczalnie prowadzenie drużyny.
  3. Po trzecie odsiewamy w ten sposób ludzi nie ideowych, którzy chcieliby w sposób łatwy zarobić na czymś dobrym.

W tym artykule zmierzymy się z siłą  przede wszystkim pierwszego argumentu:

Czy i kiedy instruktor jest niezależny od innych? 

Gdy się rodzimy jesteśmy zupełnie zależni od naszych rodziców. Z czasem usamodzielniamy się i nie potrzebujemy krzyczeć już: mamo (czy tato) jesteśmy głodni, bo możemy sami przygotować sobie jedzenie. Później rodzice proszą nas o pomoc w robieniu zakupów, a w końcu sami mamy fundusze na zaopatrywanie lodówki w odpowiednie produkty.

Tak więc nasza niezależność od innych zwiększa się wraz ze stopniem naszej dojrzałości. Wiemy jednak, że samo zarabianie pieniędzy nie pozwala nam jeszcze na decydowaniu o wszystkich aspektach naszego życia. “Dopóki mieszkasz pod moim dachem musisz się stosować do moich zasad” – to stwierdzenie, z którym spotyka się bardzo wielu młodych ludzi. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Przecież nie powinniśmy robić tego czy tamtego, bo nie wypada to takiemu, a takiemu człowiekowi. 

Wróćmy do instruktora harcerskiego. Prowadzi on drużynę. Oznajmia jej jednak, że nie pojadą w tym roku na obóz, ponieważ rodzice tego instruktora mu na to nie pozwalają. Oczywiście, jest to sytuacja absurdalna, przecież instruktor ma 18 lat, ale no właśnie. Może powinien w tym czasie popracować, żeby wspomóc budżet rodzinny? Albo: co gdyby rodzice tego instruktora nie zgodziliby się, żeby nocował w lesie, bo może się przeziębić, a przy okazji jego ludzie – on zaś jako odpowiedzialny trafi do więzienia?

I czy rodzice harcerzy i harcerek rzeczywiście nie wywierają wpływu na drużynowych? Czy jeśli 10 rodziców powiedziałoby ci, że nie puszczą swojego dziecka do lasu, to zrobiłbyś wyjazd do szkoły? To ważne pytanie, o tyle, że problem nadopiekuńczości wśród rodziców się zwiększa, a nie zmniejsza. Na ile możemy zrezygnować z naszego programu, żeby pozostał on harcerski? Na ile się zgodzisz instruktorze, instruktorko? 

I ostatni przykład: uważasz, że jakieś rozwiązanie świetnie sprawdziłoby się dla twoich ludzi, ale twoi przełożeni się na to nie zgadzają, bo nie chcą brać za to odpowiedzialności. 

W każdym z tych trzech przypadków instruktor staje się zależny wobec innych. Czy chcemy takiego instruktora? 

Wielokrotnie podkreślamy konieczność zachowania autonomii instruktorów, jednocześnie tak często dążymy do jej odbierania w imię szeroko rozumianego bezpieczeństwa. 

Jaki powinien być niezależny instruktor? 

  1. Dojrzały psychicznie – taki który potrafi powiedzieć: nie, uważam inaczej, przeprosić, podziękować, przyznać się do błędu, postawić na swoim, wykazać się inicjatywą.
  2. Taki, który opłaca wyjazdy z własnej kieszeni, jest realistą co do zarobków w Polsce, potrafi zrozumieć co to znaczy uszczuplić budżet rodzinny o kilka tysięcy – zna wartość pieniądza
  3. Wolny w myśleniu – mogący stawiać własne sądy o sprawach, dyskutujący o najlepszych rozwiązaniach dla jego drużyny i środowiska. 
  4. Cieszący się autorytetem –  będący kimś z kogo zdaniem należy się liczyć. 
  5. Odpowiedzialny za swoje życie i ludzi dookoła.

To on decyduje o programie dla swojej drużyny i to on bierze odpowiedzialność za to co się dzieje z drużyną, nawet jeśli nad sobą ma takie czy inne bezpieczniki. Zresztą trudno oczekiwać, żeby przełożony mógł zablokować realizację każdego pomysłu przez instruktora, jeśli nie ma go na każdym wyjeździe. 

Dlatego tak ważne jest, żeby KAŻDY instruktor harcerski był świadomym wychowawcą.

Świadomy instruktor  – jak to osiągnąć?

Zamiast ograniczać samodzielność instruktora powinniśmy zawsze dążyć do tego, żeby była ona zwiększana – dając mu coraz to więcej kompetencji. Dlatego tak zachęcamy do przychodzenia na Czarne Kawki Instruktorskie – bo tam można samemu myśleć i szukać najlepszych rozwiązań. Nie jesteśmy centralą. Nie chcemy nią być. Jeśli instruktorzy harcerscy tylko implementują rozwiązania przysyłane im z kwatery głównej, to gdzieś zgubiliśmy coś istotnego. Przecież nawet te rozwiązania opierają się na konsultacjach z drużynowymi. Nie odpowiadają na problemy wszystkich, ale problemy większości. Świadomy instruktor szybko dojdzie do wniosku: być może dla 80% drużyn rozwiązanie centrali jest dobre, ale dla mojej zupełnie się nie sprawdzi. 

Nie chodzi o to, że instruktor wie wszystko najlepiej, nie popełnia błędów, więc nie powinien słuchać swoich przełożonych, rodziców i rodziców harcerzy. Bardzo dobrze jeśli to robi. Powinien on jednak potrafić postawić na swoim, gdy uważa to za słuszne. Powinien umieć przekonać rodziców do swoich rozwiązań, być prawdziwie ich partnerem w wychowaniu – równorzędnym, a nie kimś kto zrobi wszystko byleby jego drużyna miała 30 osób. 

Może organizacje powinny w swoich szkoleniach skupić się także na aspekcie edukowania przyszłych instruktorów jak tłumaczyć skuteczność metody rodzicom nieprzekonanych harcerzy?

Dziś po raz kolejny zostałem postawiony przed tezą, że Czarny Szlak nie działa jeśli nie ma drużyn. I tutaj chciałbym się zatrzymać. Czy naprawdę uważamy, że ZHP – największa organizacja harcerska w Polsce działa najlepiej, bo ma najwięcej członków? Czemu nie któraś z pozostałych ponad 100 organizacji? Co jest miernikiem naszej skuteczności?

Czy nie lepiej zaczekać z zakładaniem nowych drużyn i przejmowaniem starych do czasu, aż będzie na to gotowy instruktor? Zapytałem kiedyś o to członka KI, pytając czemu sito Komisji jest takie szerokie. Odpowiedział: że muszą mieć zastępowalność pokoleń. 

Nie liczy się dla nas w takim wypadku jakość, ale ilość. Przecież lepiej, żeby więcej młodych ludzi poznało harcerstwo niż mniej. I znów wracamy do zasadniczego pytania: na ile ustępstw możemy sobie pozwolić? Ile jest harcerstwa w harcerstwie? 

Czy da się jakoś inaczej rozwiązać problem jakości instruktorów bez rozwiązywania drużyn? Tak! Chociażby przez ich łączenie. Niech drużyna ma 50 osób zamiast 25, ale niech ma dwóch instruktorów – jednego, który się jeszcze doszkala, a drugiego, który już spełnia wymagany od niego poziom. To są przecież plusy dla wszystkich: harcerzy, którzy od razu poznają porządne harcerstwo, młodszego instruktora, który się nauczy i starszego, który dostanie bodziec w postaci powiewu świeżości i nieszablonowych pomysłów. 

Uważam, że gdybym zamiast zakładać drużynę poświęcił rok więcej na pokonanie swoich słabości, na dojrzenie, na zwiedzanie różnych środowisk harcerskich, na opracowanie planu na moją wymarzoną drużynę, to osiągnąłbym o wiele większe sukcesy wychowawcze. Co więcej z takim podejściem zapewne wykształciłbym prawdziwych instruktorów, a przynajmniej zwiększył na to szanse przez przykład własny (nie zapominajmy, że bycie instruktorem to też rodzaj powołania). 

Podsumowując: niezależność instruktora to nie tylko wolontariat, ale także jego poziom dojrzałości i umiejętność mądrego wchodzenia w dialog ze światem. Naprawdę pozwólmy sobie na odwagę, żeby naszym miernikiem sukcesu przestała być ilość, a zaczęła być jakość. 

Data15 maja 2026
Wyświetlenia168
Ocena5,5

Komentarze

0 opublikowanych komentarzy. Nowe komentarze pojawią się po moderacji.

Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój komentarz trafi do moderacji przed publikacją.